XXVII Niedziela Zwykła
PARAFIA MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI
TORUŃ - RUBINKOWO 1
PARAFIA MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI
TORUŃ - RUBINKOWO 1
PARAFIA MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI
TORUŃ - RUBINKOWO 1
PARAFIA MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI
TORUŃ - RUBINKOWO 1
PARAFIA MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI
TORUŃ - RUBINKOWO 1

To już trzecia z kolei niedziela, gdy słuchamy przypowieści Pana Jezusa odwołujących się do obrazu winnicy. Wszystkie one pochodzą z Ewangelii według św. Mateusza i wszystkie zostały wygłoszone przez Pana Jezusa w ostatnich dniach Jego życia, gdy konflikt z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie nabrzmiał już do granic możliwości, gdy było jasne, że ta historia nie będzie miała – po ludzku mówiąc – dobrego zakończenia.
Każda z tych przypowieści, obok innych znaczeń, mówi w jakiś sposób o Żydach i pozostałych narodach świata, uważanych przez nich za pogańskie. Ta dzisiejsza jednak, ostatnia, głoszona już w Świątyni Jerozolimskiej, tuż przed Męką Pana Jezusa, jest zdecydowanie najsmutniejsza.
W pierwszej przypowieści to Żydzi byli tymi robotnikami zatrudnionymi w winnicy wcześniej – oni bowiem otrzymali Słowo Boże, Boże Prawo. Poganie to owi pracownicy ostatniej godziny, którzy wchodzą do winnicy już na koniec, w czasach ostatecznych, jak nasze czasy nazywa Pismo Święte. Niemniej i jedni, i drudzy otrzymują zapłatę, czyli wchodzą do Królestwa Niebieskiego.
W drugiej przypowieści, wysłuchanej przez nas tydzień temu, mówiącej o dwóch synach, z których jeden, starszy, odpowiedział „pójdę” na wezwanie ojca, by poszedł pracować w winnicy, ostatecznie nie poszedł. Młodszy początkowo odpowiedział „nie”, ale potem zastanowił się i poszedł do pracy w winnicy. I znów, ten starszy syn reprezentuje tych, którzy przyjęli Objawienie, wezwanie Ojca, ale nie spełnili tego, do czego ono wzywało. Młodszy to poganie, początkowo niechętni woli Ojca, ale z czasem przyjmujący ją i wypełniający. Dwa różne podejścia, ale żadnego z nich nie spotkała kara ze strony Ojca.
W trzeciej przypowieści, dzisiejszej, Pan Jezus nie pozostawia już miejsca na dowolność interpretacji. Mówi wyraźnie: przewrotni najemcy to ci, którzy odrzucają proroków, a teraz mają odrzucić i zabić samego dziedzica, Syna. Tylko że tu już zakończenie nie jest radosne. Nędznicy zostaną odrzuceni, ukarani, a winnicę otrzymają inni. Rozumiemy sens przypowieści: nie chodzi o prostą zamianę jednego ludu na drugi. W Chrystusie Bóg otwiera swoje przymierze na wszystkie narody i gromadzi Żydów i pogan w jednym ludzie Bożym, powołując swój nowy Lud Wybrany, skoro stary nie potrafił sprostać swemu powołaniu.
Gdy słuchamy słów Pana Jezusa, trudno oprzeć się wrażeniu, że przebija z nich autentyczny, głęboki smutek. Gdy mówi o właścicielu winnicy, który założył ją, wyposażył we wszystko, co było potrzebne, by mogła prosperować, a spotkał się z tak odrażającą niewdzięcznością, niemal czujemy ból serca Syna, który przychodzi do swojej winnicy i doświadcza odrzucenia. Ojciec założył swoją winnicę, Naród Wybrany, wyposażył go we wszystko, by mógł trwać, wzrastać, przynosić owoc dobra i sprawiedliwości, a teraz doświadcza tak ogromnej niewdzięczności. Niewdzięczności, której istota zasadza się w tym, że najemnicy chcieli stać się właścicielami, że chcieli zająć miejsce pana winnicy. Człowiek chciał zająć miejsce Boga.
I właśnie tutaj przypowieść przestaje być opowieścią tylko o tamtych ludziach. Staje się opowieścią o każdym z nas. Bo przecież także my otrzymujemy od Boga Jego dary i bardzo łatwo możemy zacząć traktować je tak, jakby były naszą wyłączną własnością.
Życie jest darem, a jednak czasem zachowujemy się tak, jakby należało wyłącznie do nas. Wiara jest darem, a jednak możemy traktować Kościół jak swoją własność, zapominając, że to Chrystus jest jego Panem. Rodzina jest darem, a jednak możemy traktować najbliższych jak swoją własność, zamiast przyjąć ich jako osoby powierzone naszej miłości i trosce. Dobra materialne są darem, a jednak łatwo zaczynamy mówić: „to jest moje”, zapominając, że wszystko, co posiadamy, ostatecznie otrzymaliśmy. Nawet czas jest darem, a jednak czasem nie chcemy oddać Bogu nawet jego części.
Smutek tej ostatniej przypowieści nie jest jednak absolutny. Z tego smutku rodzi się radość dla nas. Bóg nie zamyka swojej winnicy. W Chrystusie otwiera ją także dla narodów, które wcześniej nie znały Boga, i gromadzi w swoim ludzie tych, którzy przyjmują Jego Syna. My, których przodkowie byli poganami, zostaliśmy zaproszeni do Królestwa Bożego i przez pokolenia przekazywano nam łaskę wiary. Nasza obecność tutaj, dzisiaj, jest właśnie konsekwencją tamtych wydarzeń.
Stąd pierwsze pytanie dla nas, które przynosi Słowo Boże: czy doceniamy tę łaskę? Czy potrafimy dziękować Bogu za to, że otrzymaliśmy dar wiary, za rodziców, którzy kiedyś przynieśli nas do chrztu i w tej wierze wychowali? Czy zdarzyło ci się, gdy byłeś w kościele, w którym zostałeś ochrzczony, podejść do chrzcielnicy, dotknąć jej lub nawet ucałować, bo to właśnie przy niej narodziłeś się jako dziecko Boże? Czy dziękujesz za to, że wiara nie stała się dla ciebie ciężarem, który chciałbyś zrzucić z siebie, rezygnując ze swojego miejsca w winnicy Ojca, w Jego domu? Bo to przecież wszystko dar, łaska, przez którą jesteśmy zbawieni.
Jest jednak jeszcze coś więcej. Ostatnie zdanie Ewangelii wskazuje na nadzieję: nowy lud przyniesie pożądane owoce. Ale zdanie to może być również źródłem nieco niepokojącego pytania, a nawet ostrzeżeniem dla nas. Czy my, którzyśmy do Kościoła, tej winnicy Pańskiej, weszli, czy my rzeczywiście przynosimy pożądane owoce? O jakich owocach mowa? Mówi o nich drugie czytanie, przynajmniej o niektórych z nich. Czy przynosimy owoce modlitwy, a zwłaszcza dziękczynienia? Czy żyjemy tym, co godne, sprawiedliwe, co czyste, miłe? A przede wszystkim: czy przynosimy najpiękniejszy z owoców – miłość, z której i dla której ta winnica została założona? Miłość, która rodzi wzajemny szacunek, życzliwość, przebaczenie, pomoc i wsparcie, która każe w drugim człowieku widzieć brata, a nie wroga…
Ale jest jeszcze jedno pytanie. Skąd mamy wziąć siłę, aby takie owoce przynosić? Przecież sama świadomość obowiązku nie wystarczy. Ewangelia prowadzi nas tutaj dalej – do Chrystusa. Jezus mówi o kamieniu odrzuconym przez budujących: „Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się głowicą węgła”. Tym Kamieniem jest On sam. To Chrystus, odrzucony i zabity, staje się fundamentem nowego dzieła Boga.
Owoc przynosimy wtedy, gdy nasze życie jest zbudowane na Chrystusie, gdy On rzeczywiście staje się fundamentem naszego życia. To nie my jesteśmy właścicielami winnicy. To nie my jesteśmy jej panami. Jesteśmy jej pracownikami, dzierżawcami, ludźmi, którym Bóg zaufał i powierzył swoje dary.
Na te pytania każdy z nas już sam powinien sobie odpowiedzieć.
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, oraz analizować ruch na stronie. Kliknięcie przycisku „Akceptuj” oznacza zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie.
